Forum społeczności SzczytZdrowia
Strona główna
Forum SzczytZdrowia Edukacja zdrowotna Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

RE: Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

#1
Wątek do czego zachęcam: razem przedyskutujmy konkretne pozycje ze składów produktów. Zaczynam od jednego który mi ostatnio wpadł.

"Aromat identyczny z naturalnym" — czytałam ostatnio na opakowaniu jogurtu. Brzmi jak kombinacja słów żeby brzmiało "naturalnie". Co to faktycznie znaczy? To związek chemiczny zsyntetyzowany w laboratorium, którego cząsteczka jest IDENTYCZNA z tą występującą naturalnie. Pod kątem chemicznym i metabolicznym jest tym samym co "naturalny". "Aromat naturalny" = pozyskany z naturalnego źródła (np. olejek z cytrusa). Różnica głównie cenowa, nie zdrowotna.

Drugi: "E322 — lecytyna sojowa". Etykieta z numerem E robi straszne wrażenie, ale lecytyna to ekstrakt z soi/słonecznika, używana jako emulgator. Bezpieczna, znajduje się też naturalnie w jajach. Numer E to po prostu rejestr — nie znaczy szkodliwe.

Ktoś chce wrzucić swój "strach z etykiety" — sprawdzimy razem co to faktycznie jest?
Odpowiedz

RE: Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

#2
Olga świetny pomysł! Mnie zawsze straszy "karagen" w nabiale roślinnym. Czytałam że może powodować stany zapalne w jelicie. Ale potem trafiłam na badania że to dotyczy konkretnej formy (degradowanej) używanej w eksperymentach na zwierzętach, a w żywności jest wersja niedegradowana, bezpieczna. Czyli straszenie jest ale na granicy mitu. Macie podobne sytuacje gdzie strach z internetu okazał się nieuzasadniony?
Odpowiedz

RE: Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

#3
U mnie palmitynian retinylu w kosmetykach — czytałam że "nie polecany w słońcu". Sprawdzanie: prawda dotyczy stosowania w wysokich stężeniach na skórę narażoną na intensywne UV (głównie kremów twarzowych z retinolem stosowanych w dzień). W reszcie kosmetyków stężenie jest zbyt niskie żeby coś dawało. Czyli kontekst całkiem ważny — "jest na liście" nie znaczy automatycznie "szkodliwe w mojej kremie".
Odpowiedz

RE: Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

#4
Olga, świetna inicjatywa. Dodam jedną z rzeczy która irytuje mnie najbardziej — "bez konserwantów" na produktach które mają zachowaną świeżość przez dziwnie długi czas. Często znaczy to że konserwanty zostały zastąpione "naturalnymi" odpowiednikami (sól, ocet, ekstrakt z grejpfruta). Działają identycznie, są technicznie konserwantami, ale marketingowo nie. Moim zdaniem konsument zasługuje na uczciwość — konserwant jest konserwantem niezależnie od pochodzenia.
Odpowiedz

RE: Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

#5
Anka, guma guar i ksantanowa to zagęstniki pochodzenia naturalnego, guar z nasion rośliny strączkowej, ksantanowa z fermentacji bakteryjnej. W ilościach stosowanych w żywności są bezpieczne, to w zasadzie błonnik rozpuszczalny. U bardzo wrażliwych osób w dużych ilościach mogą dawać wzdęcia, ale to kwestia ilości nie toksyczności. Kolejny przykład że obco brzmiąca nazwa nie znaczy szkodliwy. Numer E czy łacińska nazwa to tylko sposób zapisu w rejestrze, nie wyrok.
Odpowiedz

RE: Czytanie etykiet — co naprawdę oznaczają nazwy w składzie

#6
Wrzucę swój strach z etykiety do sprawdzenia. Guma guar i guma ksantanowa, widzę je wszędzie w jogurtach roślinnych i bezglutenowych wypiekach. Brzmi chemicznie i kojarzy się sztucznie. Czy to coś czego trzeba unikać czy kolejny niegroźny dodatek który tylko wygląda groźnie na liście składników?
Odpowiedz